30 listopada 2016 Literatura Proza polska

My zdies; emigranty [1]

Weekend, upragniony weekend.  Udało mi się przeczytać dwie książki: Dziewięćdziesiąte Sławomira Shutego oraz My Zdies’ Emigranty[1] Manueli Gretkowskiej. Co łączy te dwa utwory, co dzieli? Każde z nich opowiada o podobnych czasach, ale w inny sposób. Gretkowska, ironistka, pisze o życiu polskiego emigranta w latach lat 88-90. Shuty częstuje nas szaloną opowieścią o czasach: „kiedy dziki kapitalizm szczał w szmaciane pieluchy”, a więc tytułowych latach dziewięćdziesiątych. Dwie różne perspektywy, które składają się na opowieść o transformacji ustrojowej i poszukiwaniu swojego miejsca w nowej rzeczywistości.

Bohaterka My Zdies’ Emigranty to Polka mieszkająca w Paryżu. Swoje doświadczenia z pobytu za granicą utrwala w dzienniku. Poszczególne rozdziały książki to rejestr życia codziennego. Bohaterka wstępuje na wydział antropologii i zaczyna zbierać materiały do pracy o Marii Magdalenie, patronce Francji. Dla bohaterki miejsce pobytu jest ważne, o ile daje możliwość rozwoju: „Jeśli nie będę mogła mieszkać we Francji, trudno, pojadę do RFN”. Sporą część dziennika poświęca odtąd opisywaniu postępów nad pracą naukową.

Głównym tematem dziennika nie jest stosunek emigranta do opuszczonego kraju, a jego życie codzienne: godziny spędzane w kawiarni i w bibliotece. Polskość pojawia się w książce na marginesie, jako coś kiczowatego[2] (strajk studentów w Krakowie 1988), w ironicznych fragmentach dotyczących hymnu polskiego, najczęściej jest jednak ukrywana, bohaterowie starają się nie wyjawiać swojego pochodzenia. Polskość nie jest już potrzebna do określenia własnej tożsamości. Gretkowska tym samym opowiada o rzeczywistości w której Polak/Polka tracą zaufanie do wielkich narracji narodowościowych: historycznych, politycznych, wyznaniowych. Odnaleźć się w nowym świecie to opowiedzieć siebie na nowo: aby to zrobić, trzeba jednak zrezygnować z anachronicznego języka[3].

Potrzeba języka nie wynika jedynie z miejsca w którym się przebywa. Stara Polska odchodzi powoli do podręczników. W miejsce komunizmu wkracza młody i drapieżny kapitalizm. Historia pokazuje jednak, że łatwiej jest wprowadzić w kraju nowy ustrój niż zmienić mentalność narodu. Polska nadal wymaga od emigranta powagi, ponieważ emigracja to w Polsce kwestia polityczna. W świecie w którym nie można być poważnym zostaje już tylko ironia:

Jeden z polskich królów pokonał Krzyżaków w bitwie pod Grunwaldem na początku XV wieku. W czasach Reformacji prawie cały zakon przeszedł na protestantyzm, ci, którzy zostali katolikami mają teraz swoją siedzibę w Wiedniu (…) Tyle z historii, a teraz geografia (strona 42).

 Moje pierwsze zetknięcie z Gretkowską. Zdecydowanie na plus.

[1] Cytuję za: Manuela Gretkowska, My zdies’ emigranty, W.A.B, Warszawa 1999

[2] O kiczu jako strategii twórczej Gretkowskiej pisze Miszczak Magdalena w: Kicz i parodia w prozie Manueli Gretkowskiej. Czym jest; jak jest; po co jest, Acta Universitatis Lodziensis. Folia Litteraria Polonica 2001 z. 2 s. 145-189

[3] Przemysław Czapliński, Polska do wymiany. Późna nowoczesność i nasze wielkie narracje. Warszawa: W.A.B. 2009,  s.272-273.

   My zdies’ emigranty 

   Manuela Gretkowska

   Wydawnictwo: W.A.B.

   1991

Zdjęcie: Freepik

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz